Formuła 1: Niki Lauda. Kierowca, który uciekł z "cmentarza". Historia wypadku na Nurburgringu

Kibic: - Niki, dasz mi autograf? - Proszę - odpowiedział Niki Lauda. - Ale z datą! - napierał kibic. - A dlaczego z datą? - zapytał kierowca. - Bo to może być twój ostatni dzień - usłyszał. Tego dnia Niki Lauda płonął w swoim czerwonym Ferrari.

Kilka godzin wcześniej Niki Lauda, austriacki gwiazdor Formuły 1, prosił federację, prosił kierowców, żeby wyścig odwołać. 1 sierpnia 1976 roku na torze Nurburgring odbywało się Grand Prix Niemiec. Tor nazywano cmentarzem: 28 kilometrów, 185 zakrętów i prostych odcinków walki o zdrowie i życie. Śmierć poniosło tam, ogółem we wszelkich wyścigach, ponad 200 ludzi. Czytaj też: Nurburgring. Zielone piekło, w którym giną ludzie

Pogoda była fatalna, lał deszcz. Niki Lauda zwołał zebranie. Sceny, jakie mogły się wtedy odbyć, oddaje nakręcony kilka lat temu film "Wyścig". Lauda był liderem klasyfikacji generalnej, o wygraną bił się z młodym angielskim kierowcą Jamesem Huntem z McLarena. Niemiecki tor znał doskonale, był jego rekordzistą, jako jedyny pokonał okrążenie w czasie poniżej 7 minut.

- Zwołałem to zebranie, bo to najbardziej przestarzały i niebezpieczny tor na świecie. Doświadczeni wiedzą, że tylko w idealnych warunkach tor jest w miarę bezpieczny - mówił Lauda.

Czytaj dalej
Niespodziewany atak na PiS. Wszystko przez sondaż
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić