Nie widzieli przeszkód. Cisowianka Mazovia MTB Marathon w Józefowie

Ani wrześniowy chłód, ani powalone drzewa, ani gwałtowne wzniesienia zmuszające do prowadzenia roweru - w Józefowie nic nie było w stanie zatrzymać czy choćby spowolnić rozpędzonego maratonu Mazovii.

Ale nie ma co się dziwić zaciętej rywalizacji. To przecież przedostatnia tegoroczna odsłona cyklu MTB Cezarego Zamany. Gdy na szali są cenne sekundy i miejsca w końcowej klasyfikacji, nie ma mowy o spokojnej jeździe. Zawodnicy zdawali sobie sprawę, że w Józefowie muszą dać z siebie wszystko, by zapewnić sobie jak najlepszą pozycję podczas finałowego maratonu w Toruniu.

I już od chwili startu rozpoczęła się batalia, w której kolarze mierzyli się z przygotowanymi przez Cezarego Zamanę trasami. Najpierw długi dwukilometrowy rozpęd, dzięki którym peleton mógł rozpędzić się niczym odrzutowiec nabierający mocy na lotniskowej płycie, by następnie wpaść na wydmy, między drzewa, pod zwalone konary i nad korzenie. Trzeba było uważać na wijące się ścieżki, mocno trzymać kierownicę na nowo wytyczonych i jeszcze nieprzetartych singlach, pilnować równowagi na fragmentach z wyjątkowo miękkim podłożem. Kolarze dokonywali cudów, by utrzymać miejsce w peletonie: zeskakiwali z roweru, wpychali go na niemożliwie strome zbocza. Przyklejali się do kierownicy, by zmieścić się pod zagradzającymi drogę starymi drzewami. Balansowali całym ciałem, gdy z niemałą prędkością wpadali na wąską kładkę.

Czytaj dalej
Sędziowie zabrali Stochowi podium? Małysz odpowiada wprost
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić