"Zwracamy się z prośbą o ratunek". Tego w polskim sporcie jeszcze nie było

Arena Pruszków najpewniej pójdzie pod młotek. To tu rozegrano MŚ w kolarstwie torowym, odbyła się gala Eska Awards, regularnie spotykają się miłośnicy psów rasowych, a nawet swój kongres miało Polskie Stronnictwo Ludowe. Komornik już ostrzy zęby.

Około 10 milionów złotych - tyle trzeba, aby uratować jedyny w Polsce zamknięty tor kolarski. "Arena Pruszków", której właścicielem jest Polski Związek Kolarski od lat stoi na granicy przepaści. Dług wobec generalnego wykonawcy - spółki Mostostal Puławy - ciągle rośnie. Jak nam mówił w styczniu 2018 roku Krzysztof Golwiej (przewodniczący Komisji Rewizyjnej PZKol), zadłużenie zwiększa się o 830,94 zł ( tutaj więcej szczegółów >> ). Codziennie! Bez różnicy, czy mamy dzień roboczy, czy świąteczny. Miesięcznie to prawie 25 tysięcy. Rocznie już 300 tysięcy. Szaleństwo. Wydaje się, że to szaleństwo jest już u kresu. Jeżeli do końca grudnia 2018 roku zadłużenie nie zostanie spłacone, Mostostal Puławy zajmie tor, wpuści komornika, który oklei plombami co się da, zamknie drzwi na cztery spusty i wystawi obiekt na licytację. A przecież na przełomie lutego i marca 2019 na pruszkowskich welodromie mają się odbyć mistrzostwa świata w kolarstwie torowym. Czeka nas wstyd na cały świat.

Czytaj dalej
Wspaniały gest Adamowicza. Kibice byli zaskoczeni
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić