Lot w nieznane: Nothtec MTB Zimą w Mrozach

Długi, płaski rozpęd pozwolił peletonowi rozwinąć dużą prędkość, po czym kolarze przechodzili w kolejną fazę maratonu. Taką, w której zdarzyć się mogło dosłownie wszystko.

To za sprawą nieprzewidywalnej aury i pomysłowej trasy przygotowanej przez ekipę Cezarego Zamany.

W niedzielę wszystkich przywitał piękny mazowiecki świt. Wydawać by się mogło, że zapowiada on niemal wiosenny dzień. Jednak już sam dojazd do bazy zawodów drogą oszronioną po nocnym przymrozkach rozwiewał wiosenne złudzenia. Zrywające się od czasu do czasu mroźne podmuchy wiatru nie docierały do bazy zawodów, mieszczącej się w przytulnej szkole podstawowej, sprytnie osłoniętej przez drzewa. W samej szkole atmosfera wśród zawodniczek i zawodników była zdecydowanie bliższa wiosennej: uśmiechy, serdeczności oraz mobilizacja na wysokim poziomie.

Ściganie rozpoczęło się na szerokiej, prostej i równej szutrówce przypominającej pas startowy. To stąd zawodnicy startowali w nieznane. Już wjazd w boczną drogę leśną usłany był starym śniegiem, upstrzonym czarnymi śladami. To ich kurczowo trzymali się zawodnicy, jadący pośród majestatycznych drzew Rezerwatu przyrody Florianów. Pod kołami rowerów podłoże szybko się zmieniało: z wilgotnego, mazowieckiego piasku w pasma lodowych łachów. Kolejne kilometry prowadzące przez obszary Natura 2000, gdzie na jeden kilometr kwadratowy przypada więcej dzikich zwierząt niż osadników, zaskakiwały wyzwaniami. Podmokłe łąki, przez które niczym lodołamacze przedzierali się kolarze, walcząc ze spowalniającą warstwą błota i lodu. Odkryte tereny z zachodnim wiatrem, krótkie asfaltowe odcinki z lodowiskami będącymi efektem nocnych przymrozków oraz kilka górek zapewniło niemal całą paletę zimowego szaleństwa. Co ważne, maraton był perfekcyjnie przygotowany niczym na zawody najwyższej rangi.

Czytaj dalej
160 mld dolarów. ONZ pokazało dane. Uderzające
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić