Wspaniałe powietrze

Przemysław Owczarczyk, czyli człowiek bez barier. Twardziel z Jastrzębia-Zdroju marzy o igrzyskach

Może tak miało być? Nie miałem ani chwili załamania - mówi Przemysław Owczarczyk o wypadku sprzed ośmiu lat. Podkreśla, że wózek inwalidzki w niczym mu nie przeszkadza. Uwielbia sport i rywalizację. Ściga się na handbike'u, czyli rowerze ręcznym.

Kiedyś trenował w GKS-ie Jastrzębie, ale od razu zastrzega, że w rodzinie to jego starszy brat miał do tego większą smykałkę ("Był prawdziwym sportowcem, grał w piłkę ponad 20 lat"). Posmakował także boksu. - Waga półśrednia, 67 kilogramów. Stoczyłem nawet kilka walk, pamiętam, że jedną w Częstochowie. Teraz boksu w Jastrzębiu już nie ma - mówi Przemysław Owczarczyk w rozmowie z WP SportoweFakty.

Później podjął pracę na kopalni, w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Na dole. W niezwykle ciężkich warunkach. - Sport to ja miałem na kopalni - uśmiecha się. - Tak się napracowałem na dole, że jak wracałem z pracy, to już nic mi się nie chciało.

Pechowa droga na skróty

Ryzykował życie na każdej szychcie. Ale cios, jaki dostał od losu, nie miał związku z pracą. Siedem lat temu wracał do domu z imprezy ze znajomymi. - Miałem 30 lat, młody, głupi. Chciałem sobie zrobić drogę na skróty. Przechodziłem przez bramę i z niej spadłem. Z wysokości 2,5 metra. Musiałem mieć strasznego pecha, bo przecież nie jest to wysoko - wspomina jastrzębianin.

Czytaj dalej
Zimny prysznic na głowy kibiców po meczu Polaków z Belgami
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić