Marcin Lewandowski podtrzymuje opinię o dopingowiczach. "Tacy oszuści są dla mnie nikim"

Marcin Lewandowski po przyłapaniu Kipyegona Betta na dopingu nazwał go "frajerem". Polski biegacz kontynuuje wątek i ujawnia, że to zaledwie jeden z wielu przypadków. - Widzę, jak łapią menedżerów czy trenerów z torbami, w których jest EPO - mówi.

Kilka dni temu środowiskiem lekkoatletycznym wstrząsnęła kolejna afera dopingowa. Okazało się, że w ubiegłorocznych mistrzostwach świata Kipyegon Bett startował na dopingu. Brązowego medalistę przyłapano na stosowaniu EPO, co oburzyło jego rywala Marcina Lewandowskiego. "Oficjalnie frajer dostał dyskwalifikację na 4 lata" - pisał Polak na Facebooku.

Nasz rodak w rozmowie z "Faktem" podtrzymuje ostre słowa. 31-latek zapewnia, że jego wpis nie powstał pod wpływem emocji. - To nie był impulsywny wpis. Tak chciałem napisać, bo takich ludzi w ogóle nie szanuję. Niech o tym wiedzą moi rywale, ale też kibice, że tacy oszuści są dla mnie nikim - mówi były mistrz Europy w biegu na 800 metrów.

Lewandowski jest zwolennikiem bardzo restrykcyjnych przepisów antydopingowych. Polak jest nie tylko za dożywotnią dyskwalifikacją, ale także karaniem koksiarzy więzieniem. Następnie dodaje, że Bett to zaledwie jeden z wielu takich przypadków.

Czytaj dalej
Zdjęcie Tuska podbiło sieć. Premier zrobił furorę
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić