Wspaniałe powietrze

Kradzież, szantaż, pobicie. Legendy lekkoatletyki Mo Farah i Haile Gebrselassie obrzucają się błotem

Mo Farah został okradziony w hotelu należącym do Haile Gebrselassie. Twierdzi, że liczył na pomoc właściciela, ale jej się nie doczekał. Słynny Etiopczyk kontratakuje. "Farah zaatakował dwoje ludzi. Tylko dzięki mnie nie trafił do aresztu" - mówi.

Tuż przed maratonem londyńskim w świecie lekkoatletyki wybuchła bomba. Lont podpalił Mo Farah, mistrz olimpijski z Londynu i Rio de Janeiro na 5000 m oraz 10000 m, obecnie specjalizujący się w biegach ulicznych.

Brytyjczyk, który w niedzielę (28.04.) stoczy w Londynie pojedynek z rekordzistą świata Eliudem Kipchoge (a na starcie zobaczymy także m.in. rekordzistę Polski Henryka Szosta), nieoczekiwanie zaatakował inną legendę biegów długodystansowych Haile Gebrselassie (mistrza olimpijskiego z Atlanty i Sydney na 10000 m, byłego rekordzistę świata w maratonie). Na zakończenie spotkania z dziennikarzami w Londynie opisał, co przydarzyło mu się podczas niedawnego pobytu w Etiopii (przebywał tam na zgrupowaniu).

Zobacz także: Henryk Szost kontra giganci maratonu. Polak liczy, że pech w końcu go opuści

Farah mieszkał w Yaya Africa Athletics Village, hotelu należącym do Gebrselassie, położonym w pobliżu Addis Abeby. W dniu swoich urodzin - 23 marca - padł ofiarą kradzieży.

Czytaj dalej
To jeden z najbardziej odizolowanych krajów. Niewielu tam dociera
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić