Wspaniałe powietrze

Santi Cazorla. Nieprawdopodobny powrót

Ciesz się, jak będziesz w ogóle w stanie znowu spacerować z synem w ogrodzie - ostrzegali lekarze. Santi Cazorla znowu może to robić. A do tego dalej gra w piłkę. I to jak.

Do rany wdała się gangrena, a noga miała być amputowana. Taki scenariusz lekarze kreślili dla Santiego Cazorli, który teraz radzi sobie poza Anglią. - W porównaniu z Hiszpanią, futbol tu jest nieco mniej taktyczny, ale ciekawszy do oglądania - mówił w 2013 roku. Narzekanie jest jednak ostatnią rzeczą o jakiej myśli, grając w ojczystym Villarrealu. Bo to, że wciąż profesjonalnie zajmuje się piłką, to historia o walce i poświęceniu.
- Santi to fenomen. Nie stawiałem na niego podczas swoich dwóch pierwszych spotkań w klubie, ale jest przykładem i myślę, że będzie jeszcze lepszy - chwali 34-letniego pomocnika trener Luis Garcia, który objął zespół na początku grudnia. - Można się od niego uczyć. Nie tylko dlatego co zrobił, ale też, że wcześniej nie odpuszczał treningów mimo marnych szans na grę.

Trener nie szczędził komplementów, kiedy Cazorla niemal w pojedynkę zapewnił Żółtej Łodzi Podwodnej arcyważny punkt w meczu z Realem Madryt. Hiszpan najpierw precyzyjnie uderzył na dalszy słupek. A potem, w 82. minucie, wyrównał wynik spotkania. I to w jakim stylu. Mierzący 168 centymetrów piłkarz strzałem głową pokonał najlepszego bramkarza świata (według plebiscytu FIFA The Best), Thibaut Courtois. Były to jego gole numer trzy i cztery w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach. Do tego dorobku Cazorla dolicza sobie pięć asyst.

Czytaj dalej
Bieda aż piszczy. Mało kto tu dociera
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić