Marek Wawrzynowski: Gest Błaszczykowskiego daje nadzieję, ale nie rozwiązuje problemu (felieton)

Kuba Błaszczykowski znowu pokazał, że jego atutem są nie tylko "stalowe płuca" ale też wielkie serce. Dał Wiśle nadzieję w trudnym momencie. Jednak - trzeba o tym pamiętać - to tylko rozwiązanie tymczasowe.

Zdradzona, wykorzystana i zdemolowana przez własnych kibiców Wisła Kraków znalazła się w piekielnie trudnym położeniu. Dlatego na obecnym etapie potrzebowała symbolu. I takim symbolem stał się Kuba Błaszczykowski. Razem z dwiema innymi osobami (biznesmenem Jarosławem Królewskim i anonimowym darczyńcą) wpłacił 4 miliony na konto Wisły. Dołączył niczym D’Artagnan do trzech muszkieterów: Wisłockiego, Leśnodorskiego i Królewskiego.

Łezka w oku

Były różne wezwania do zrzutki na Wisłę, bez której Lotto Ekstraklasa na pewno straci, ale to wołanie na puszczy. Pewnie byłby to piękny gest, jak Bayernu Monachium wobec upadającej Borussii Dortmund, jednak po pierwsze polskie kluby są zbyt biedne by pomagać rywalom, a po drugie nie mniej utytułowane kluby - choćby Widzew czy Ruch - miały swoje problemy i mogły liczyć jedynie na siebie.

Dlatego zachowanie Kuby jest tak ważne. Przyznaję, że nawet u dyżurnego malkontenta pojawiła się łezka w oku. Nie ma wątpliwości, że piękny jest ten "gest Błaszczykowskiego". Oczywiście nie jest to kwota dla zawodnika astronomiczna, jego majątek liczony jest w dziesiątkach milionów złotych. Jednak wliczając poprzednią pożyczkę, Błaszczykowski włożył w klub już 25 procent swoich rocznych zarobków z Wolfsburga. A więc też nie tak mało. A przecież nie wie, czy i kiedy to odzyska. Może się to okazać studnią bez dna.

Czytaj dalej
Zdjęcie Tuska podbiło sieć. Premier zrobił furorę
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić