Jakub Błaszczykowski wrócił do Ekstraklasy, czyli miłość w czasach popkultury

Zimowe ratowanie Wisły Kraków było czymś chwalebnym, przez media kanonizowanym w trybie LIVE. Start wiosny udowodnił jednak, że to jeszcze nie czas na klepanie się po plecach. Możliwy jest bowiem każdy scenariusz, nawet ten najtragiczniejszy.

Jakuba Błaszczykowskiego i jego kolegów z Białej Gwiazdy przywitały na rozgrzewce przed meczem Górnik Zabrze - Wisła Kraków gwizdy miejscowych kibiców. Nie spodobało się to części dziennikarzy i ekspertów. Pojawiły się głosy, że jeśli Wisła powoli wygrzebuje się z bagna, a w jej składzie znajduje się człowiek-legenda, należało ich przywitać w Zabrzu brawami. Halo, wstawać, pobudka! Po kilkudziesięciu odcinkach tego serialu czas w końcu wrócić na ziemię.

Wisła ma problem

Może i akcja ratunkowa Wisły to działanie chwalebne, ale nie ma z niej co robić długiego weekendu majowego albo pomidorowej zupy: nie każdy będzie czuł ciepło w podbrzuszu na myśl o tym procesie. Kibice Górnika - postawionego pod ścianą, walczącego rozpaczliwie o utrzymanie - nie zachowali się inaczej niż jacykolwiek inni, miejscowi kibice wobec jakiejkolwiek innej, przyjezdnej drużyny. Sentymenty to w powieściach romantycznych, a nie w ligowej naparzance.

Czytaj dalej
Jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie na urlop
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić