Sebastian Szałachowski. Igraszki z diabłem

"Sebastian!" - wołał do mnie diabeł. Groził zemstą. Przerywał mszę. Krzyczał do żony: "Marta! Chcę ci coś powiedzieć". Były mistrz Polski w piłce nożnej Sebastian Szałachowski ma osobiste porachunki z szatanem. Po karierze zajął się egzorcyzmami.

Egzorcyzmy zaczynają się od modlitwy różańcowej. Mały pokoik zakrystii w kościele jest do tego odpowiednio przygotowany. Przede wszystkim zamknięty, by inni wierzący nie mieli kontaktu z tym, co dzieje się w środku. Wystarczy, że słychać jęki.

Są tam tylko mały stolik, klęcznik, kanapa. Słabe światło wpada przez niewielkie okno. Osoba opętana siada na łóżku, kapłan odmawiający modlitwę stoi lub klęczy. Obok siedzi Szałachowski.

Z opętanym coś zaczyna się dziać już na początku. Zdarza się, że jeszcze w poczekalni, przed rozpoczęciem obrzędu uwalniania człowieka spod wpływu złych mocy, na widok księdza w nienaturalny sposób wykrzywia usta i policzki. W zamkniętym pokoju Szałachowski pomaga kapłanowi. Odmawia z nim różaniec. Nieraz musi interweniować: przytrzymać ręce opętanego, gdy ten zaczyna się szarpać. Wiąże mu nogi, jeżeli nie przestaje tupać. Zdarzyło się, że gonił uciekającego.

Były piłkarz pamięta swój pierwszy raz w nowej roli. - Z ojcem kapucynem Radomirem Kryńskim pomagaliśmy księdzu egzorcyście, w sali było nas pięciu. Podczas modlitwy kobieta dostała ogromnej mocy. Początkowo siedziała, ale zaczęła wstawać i nie byliśmy w stanie jej zatrzymać. Nie czuła żadnego oporu, przestawiała nas jak piórka. Jej głos się zmienił, był grubszy, bardziej męski. Krzyczała - przypomina sobie.

Czytaj dalej
Zaskakująca propozycja dla Pawłowicz
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić