Paweł Kapusta: Austriacki kamień węgielny. Grajmy na dwie strzelby! (komentarz)

Można rzucać wytartymi formułkami o szacunku dla rywali, ale żeby to spieprzyć i na Euro nie awansować, kadra Jerzego Brzęczka musiałaby się naprawdę mocno postarać. Najważniejszy wniosek po meczu: nie kombinujmy, grajmy duetem Lewandowski - Piątek!

Ile było podobnych dyskusji! O tym, czy na murawie uda się w jednym momencie zmieścić Lewandowskiego, Piątka i Milika. A może powinniśmy grać jednym napastnikiem, a może jednak dwoma. Czy obok "Lewego" powinien zagrać Milik, czy jednak Piątek? Dyskutować można godzinami, a rzeczywistość znów pokazała, że piłka to dyscyplina prosta jak drut.

Czytaj także:

Lewandowski o mentalnym podejściu reprezentacji Polski. "Musimy zagrać dwa równe mecze"

Znów prawdziwa okazała się reguła, że jeśli masz w drużynie napastnika, który czego się nie dotknie, zamienia w złoto, nie możesz marnować jego potencjału. Musisz mu ufać i tak ustawiać zespół, by piłkarza w gazie zmieścić na boisku. Brzęczek pierwotnie uznał, że lepszy Milik z gorączką, niż zdrowy i pełen sił Piątek. Dziś selekcjoner może dziękować opatrzności, bo do wprowadzenia napastnika Milanu już w 59. minucie został przymuszony. Można by było mówić o trenerskim nosie i wyczuciu sytuacji, powinno się jednak wspominać o furze szczęścia. Trudno przypuszczać, że Brzęczek zdecydowałby się na taką zmianę już pół godziny przed ostatnim gwizdkiem gdyby nie uraz Piotra Zielińskiego. Piątek może i by się na murawie pojawił, ale pewnie na ostatnie 10-15 minut. I kto wie, jak potoczyłby się mecz.

Czytaj dalej
Miłość w kobiecym więzieniu. "Z potrzeby bliskości wchodzą w związki"
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić