Wspaniałe powietrze

Dariusz Tuzimek: Niemedialny Waldek King (felieton)

Wymyślano na niego pseudonimy "Smutny Waldemar" czy "pan WF", co miało być żartem z inicjałów. Krzywdzące to było i dopiero mistrzostwo Polski zaczęło trochę poprawiać ten wykoślawiony wizerunek.

- Zawodnicy wykreowali się swoją pracą, nawzajem sobie pomogli. My jako sztab byliśmy tymi, którzy im zaproponowali pewien rodzaj pracy - mówił po zdobyciu mistrzostwa Polski przez Piasta Gliwice Waldemar Fornalik. Ta krótka wypowiedź jest najlepszym dowodem na tę legendarną skromność trenera, który podkreśla, że to jest sukces piłkarzy, i mówi w liczbie mnogiej ("my", czyli cały sztab), jakby ta pojedyncza nie chciała mu przejść przez gardło.

Co do tej skromności, to jest ona nie tylko legendarna, ale też autentyczna. Nie ma w niej zagrania pod publiczkę, udawania przed kamerami czy grania powściągliwości. W tym miejscu, gdzie innym trenerom - często o mniejszych dokonaniach - odkręca się kran z własną wielkością, Fornalik mówi: "Niech inni mnie oceniają". Niestety, prostolinijna wiara trenera, że ocenią go uczciwie, ociera się o - przepraszam, że to piszę - naiwność.

To tak nie działa. Media chcą mieć show, coś musi się dziać, trener musi umieć się pochwalić, nawet jakąś duperelą, która sprawi, że dziennikarz otworzy ze zdumienia buzię i tak mu już zostanie. Na przykład, że szkoleniowiec nagrywa treningi swojej drużyny przy pomocy drona. I wystarczy. A Fornalik nie jest szołmenem, nie kituje, nie "nawija makaronu na uszy". Mówi niepopularną prawdę, że do sukcesu prowadzi tylko praca i nie ma drogi na skróty. I nie sprzedaje szczegółów własnego warsztatu. Nudne, co?

Czytaj dalej
Bieda aż piszczy. Mało kto tu dociera
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić