MŚ 2018. Korespondencja z Warny: Kapitanie! Mój kapitanie!

Tie-break w meczu Polska - Argentyna był połączeniem thrillera z czarną komedią. Sędzia zachowywał się jak zagubione dziecko, ale nie przez niego przegraliśmy. Przegraliśmy, bo pod nieobecność kapitana Michała Kubiaka nie było komu chwycić za ster.

"Kapitanie! Mój kapitanie! Powstań i usłysz dzwon" - choć słowa napisane przez dziewiętnastowiecznego amerykańskiego poetę Walta Whitmana dotyczyły sytuacji daleko poważniejszej, niż przegrana w meczu siatkówki, same cisnęły się na usta po ostatniej piłce spotkania Polska - Argentyna. Bez przeziębionego Michała Kubiaka spotkanie z teoretycznie najłatwiejszym przeciwnikiem w drugiej fazie turnieju niespodziewanie okazało się dla nas horrorem bez happy endu. Porażka 2:3 zwężyła nam autostradę do Turynu z trzech pasów do dwóch. Problem w tym, że te dwa pozostałe są o wiele bardziej śliskie i wyboiste od właśnie zamkniętego.

W czasie dwóch dni przerwy między pierwszą a drugą rundą sporo słyszeliśmy o kłopotach zdrowotnych lidera polskiej reprezentacji. Nie sądziliśmy jednak, że przeziębienie będzie w stanie wykluczyć występ tak twardego zawodnika przeciwko Argentynie. Jednak skoro wykluczyło, sprawa musi być poważna. A o tym, że jest to gracz absolutnie kluczowy dla naszej drużyny, świadczy wynik spotkania.

Czytaj dalej
Zdumiewający pomysł ws. prezydent Łodzi. Duda wkroczy do gry? Stanowcza reakcja polityka
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić