Eksplozja po trzydziestce. Fenomen Piotra Żyły

W skokach narciarskich to wyjątek, by nie napisać anomalia. Zawodnicy rzadko osiągają życiową formę po 30. urodzinach. Metryka nie ma znaczenia dla Piotra Żyły, Polak znalazł się w ścisłej czołówce tuż przed ukończeniem 32 lat.

Oczywiście, zachowajmy umiar. Żyła nie deklasował rywali, nie przeskakiwał skoczni, ale ustabilizował się na wysokim poziomie. Nie przeszkadzały mu warunki, przerwy w konkursach. Wchodził na belkę i odlatywał. Pięć konkursów, trzy na podium, ani jednego miejsca poza pierwszą "szóstką". Drugie miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata, przed Kamilem Stochem, a to właściwie nie zdarzało się od czasu zakończenia kariery przez Adama Małysza. Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze w grudniu poprawi swój najlepszy punktowy wynik z całego sezonu. Zdecydowanie, to życiowa forma Żyły.

Zwycięstwo w Oslo w 2013 roku było wyskokiem, tak jak fenomenalna druga próba z Lahti, która dała mu brązowy medal mistrzostw świata w 2017 roku. Takie popisy nie są już nadzwyczajnym wydarzeniem, w tym sezonie po prostu przeszły do porządku dziennego.

Żyła zdał sobie sprawę, że nie zostało mu wiele czasu. Obok nosa przeszedł mu medal olimpijski w drużynie, choć wcześniej był jej pewnym punktem i sięgał z kolegami po najważniejsze tytuły. Zawziął się, solidnie przepracował lato i przede wszystkim skupił się na zawodach. Jego wypowiedzi stały się wyważone, nie daje pożywki mediom ani zachowaniem po zawodach, ani ze względu na sprawy osobiste. To już nie "śmieszek" polskiej kadry, to zawodnik ścisłej czołówki.

Czytaj dalej
Kilka tygodni i mit padł. A teraz został strach
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić