MŚ w skokach 2019: uniknąć "sideł". Bergisel umie dać w kość, ale Stoch i tak ją lubi

Zdradliwy, śliski zeskok, nadzwyczaj szybki przeciwstok, brak sztucznego oświetlenia, za mało belek startowych. Bergisel nie jest obiektem z marzeń narciarskiego skoczka. A mimo to wielu z nich, w tym Kamil Stoch, bardzo lubi tutaj startować.

W piątek, zanim na skoczni w Innsbrucku pojawili się Stoch, Kobayashi, Eisenbichler i inni, rywalizowali na niej kombinatorzy. W serii próbnej przy lądowaniu upadło aż pięciu z nich. W konkursie już tylko jeden, Kristjan Ilves. Jednak o ile wywrotki pozostałych były niegroźne, o tyle Estończyk potłukł się na tyle mocno, że nie przystąpił do drugiej części rywalizacji, biegu na 10 kilometrów.

Wśród skoczków na szczęście nie przewrócił się nikt, ale pewnie dlatego, że specjaliści od tej dyscypliny lepiej znają Bergisel i wiedzą, że trzeba tam zachować szczególną ostrożność. Zeskok jest tam zwykle śliski i twardy, bywa też mokry, bo w stolicy Tyrolu lubi popadać. Zderzenie z nim potrafi być bardzo bolesne nawet dla specjalistów najwyższej próby. I nie chodzi tylko o ból w sensie fizycznym.

Złodziejka marzeń

To nie jest skocznia marzeń. Raczej taka, która marzenia odbiera. Dwa lata temu o mało nie pozbawiła Stocha szans na zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni. Polak poobijał się wtedy dotkliwie w serii próbnej i pewnie gdyby był to zwykły konkurs Pucharu Świata, nie wziąłby w nim udziału. Skakał jednak mimo bólu i zajął dobre 4. miejsce.

Czytaj dalej
Zaskakująca propozycja dla Pawłowicz
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić