MŚ w skokach 2019. Korespondencja z Innsbrucka: słońce dla Polaków

Najciekawszym wydarzeniem leniwego piątku na Bergisel był artystyczny występ Adama Małysza. Nasz wybitny skoczek namalował obraz... nartami. Jego młodszych kolegów jakby uśpiła senna i ponura aura, ale na szczęście w sobotę ma już wrócić słońce.

Innsbruck to miasto, które żyje w spokojnym tempie. Lubi się zachmurzyć i skropić swoich mieszkańców subtelnym, ale długotrwałym deszczem. W dniu kwalifikacji do mistrzowskiego konkursu na Bergisel stolica Tyrolu była sobą - ospała, pochmurna i mokra.

Na ulicach nie dało się zauważyć, że odbywa się tam jakaś ważna sportowa impreza. Znaków zapowiadających mistrzostwa brak. Miejscowe gazety co prawda napisały o skokach całkiem sporo, ale na liczbę kibiców pod skocznią się to nie przełożyło.

Zawody kwalifikacyjne obserwowała zaledwie garstka fanów, a znaczną część tej garstki stanowili Polacy, z pomalowanymi na biało-czerwono policzkami, czy przyczepionymi do pleców husarskimi skrzydłami. Atmosfera, jak rzucił Kamil Stoch, momentami "grobowa". I wcale nie dlatego, że ze skoczni doskonale widać tutejszy cmentarz. Sennie i ponuro było przez cały konkurs, mimo wysiłków stadionowego "kaowca", uparcie puszczającego głośną muzykę.

Czytaj dalej
Twój e-PIT. Haczyk dla wynajmujących mieszkanie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić