Kluby lepiej traktują obcokrajowców niż naszych. Czy warto być Polakiem?

Polscy zawodnicy w czołowych klubach są odstawiani po pierwszej przegranej. Zagraniczni żużlowcy mają większy kredyt zaufania. - To wina regulaminu - mówi trener Marek Cieślak, ale inni eksperci twierdzą, że to wina polskich zawodników, bo są słabi.

Norbert Kościuch z Get Well Toruń przegrał w ostatniej kolejce jeden bieg, w kolejnych już nie pojechał. Jakub Jamróg z Betard Sparty Wrocław to samo przeżył na inaugurację. W drugiej rundzie jechał do pierwszego błędu (zera). Zaliczył trzy biegi z czterech, do których był przypisany. Wyjaśnijmy, iż Kościuch w 1. kolejce pojechał dwa z czterech wyścigów.

Przypadki Jamroga i Kościucha są dla wielu dowodem na to, że Polacy traktowani są po macoszemu. - Patrząc na tą dwójkę, faktycznie można odnieść wrażanie, że czeka się na ich potknięcie - mówi Sławomir Kryjom, żużlowy menedżer. - Sztab szkoleniowy nie może jednak siedzieć z założonymi rękami - dodaje Wojciech Dankiewicz, ekspert nSport+. - Jak wynik ucieka, to trzeba robić zmiany, dawać szansę skuteczniejszym, gonić wynik.

Nie sposób jednak nie zauważyć, że zagranicznym wolno więcej. Taki Vaclav Milik w Sparcie został odstawiony po dwóch zerach. Jack Holder jechał w ostatnim meczu Get Well pięć razy, choć cztery razy przyjeżdżał ostatni, a raz zdobył raptem 1 punkt. Poza tym trudno oczekiwać cudów od polskiego seniora, gdy dostaje on praktycznie zerowy kredyt zaufania.

Czytaj dalej
Niespodziewany atak na PiS. Wszystko przez sondaż
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić