Maciej Kmiecik: I tylko Drużynowego Pucharu Świata żal... (komentarz)

Patrząc na trudne wybory trenera Marka Cieślaka, który mógłby spokojnie stworzyć nie jedną, a dwie kadry na SoN, po raz kolejny pojawia się wielki żal i tęsknota za DPŚ. FIM pozbawił kibiców jednych z najbardziej ekscytujących zawodów w roku.

Mamy najlepszą żużlową ligę świata, mamy najlepszą drużynę globu, finansujemy w praktyce światowy speedway, a niestety inni robią i tak nam koło nosa. Nie przyjmuję tłumaczeń władz światowego żużla, że zastąpienie Drużynowego Pucharu Świata formułą Speedway of Nations ma rozwijać tę dyscyplinę sportu, w krajach, gdzie ta podupadała. Tam, gdzie nic się nie działo, SoN nagle nie uzdrowi lat zaniedbania. Dlaczego zatem karać kraje (czytaj Polskę) za to, że w ostatnich dwóch dekadach zrobiła milowy postęp i pozostawiła świat za plecami?

Czy w latach 80. i 90. ubiegłego wieku ktoś przejmował się hegemonią Duńczyków? Wygrywali notorycznie, bo byli po prostu najlepsi. Czy komuś się to nudziło? Polacy wówczas mogli tylko pomarzyć o dogonieniu Nielsena, Gundersena, Jana O. Pedersena czy Knudsena.

Teraz to my możemy wystawić nie jedną, a w zasadzie dwie reprezentacje kraju, które mogłyby z powodzeniem rywalizować w finale DPŚ. FIM nie pozwala nam jednak spijać śmietanki sukcesów, które są wynikiem lat ciężkiej pracy i inwestowania ogromnych pieniędzy przez Polaków w sport żużlowy. Te zwycięstwa nie wzięły się z niczego. Nikt naszych zawodników nie dotknął czarodziejską różdżką. Ich genezy doszukiwać się trzeba w karierze Tomasza Golloba, któremu polski żużel zawdzięcza więcej niż nam się chyba wydaje.

Czytaj dalej
Nowa żona ojca jest od niej młodsza. Zachowanie na ślubie dziwiło
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić