Wspaniałe powietrze

Grand Prix Polski. Martin Vaculik: Słowacka telewizja mocno zainteresowała się żużlem. To świetne dla dyscypliny

Martin Vaculik pół żartem, pół serio opowiadał po Grand Prix Polski w Warszawie o swoim błędzie, który kosztował go udział w półfinale. Słowak cieszył się, że jego występy w IMŚ cieszą się coraz większym zainteresowaniem rodzimych mediów.

Maciej Kmiecik, WP SportoweFakty: Początek zawodów w Warszawie miał pan bardzo dobry. Siedem punktów w trzech startach, a później dwa zera. Co się stało?

Martin Vaculik: Rzeczywiście, początek zawodów był bardzo dobry w moim wykonaniu. Niestety, w czwartym swoim wyścigu zrobiłem ogromny błąd. Nie wyszedłem dobrze ze startu i pojechałem za szeroko gdzieś tam pod bandę. Nie wiem, czego tam szukałem? Muszę sobie przypomnieć, bo naprawdę nie wiem, po co tam pojechałem. Otworzyłem drzwi kolegom, którzy to wykorzystali. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że pomachałem kolegom i życzyłem szerokości.

Żużel nie wybacza błędów, szczególnie na tak krótkim i technicznym torze...

Dokładnie. Taki jest żużel. W Grand Prix ścigają się zawodnicy, którzy wykorzystają każdy, nawet najmniejszy błąd. Ja natomiast zrobiłem duży błąd. W ostatnim wyścigu poszedłem w złą stronę z ustawieniami. Byłem bardzo wolny i to było widać.

Czytaj dalej
Bieda aż piszczy. Mało kto tu dociera
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić